![]() ![]() |
21.01.2010, 06:24
Post
#1
|
|
![]() Bardzo rozgadany Group: Administrator Posts: 1,534 Joined: 31.03.2006 From: Jelenia Góra - Cieplice Member No.: 152,614 |
Czy należy "ocenzurować" polski Internet
Czy jest szansa na zwalczenie patologii "wolnego słowa" W zeszłym roku na falach radia TOK FM red. Jacek Żakowski przeprowadził rozmowę z dwoma "opiekunami" internetowych portali: z Michałem “Olsą” Olszewskim z Gazety.pl oraz Piotrem “Olusiem” Olechniewiczem. Nie sądzę aby wyboru swoich rozmówców Żakowski dokonał bez zastanowienia, gdyż ażeby udowodnić pewne tezy, Jacek Żakowski musiał sięgnąć bo niezwykle tępogłowych, wręcz psychicznie i moralnie niedorozwiniętych rozmówców, co - muszę to przyznać bez bicia - znakomicie mu się udało Nie lubię Jacka Żakowskiego, tego młodszego ode mnie wiekiem, a starszego w profesji dziennikarza, gdyż uważam, że ma on niezwykle mocno zwichnięty politycznie "kręgosłup", co wcale nie oznacza, że w wszystko w czambuł potępiam - jego wypowiedzi, przemyślenia i dlatego w naszym internetowym kinie YourLiveCinema.TV zamieszczam zapis jego rozmowy z dwoma internetowymi trollami i niedorozwojami: Olszewskim i Olechniewiczem. ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ Na swoim blogu Michał Olszewski pisze, a muszę przyznać, że dawno nic nie czytałem czegoś równie głupiego i pokrętnego: Stare media odkrywają internet i są oburzone!11 bardzo! Znów mnie gdzieś zaprosili, oczywiście znów czasu na dyskusję było za mało, znów przydaje się blog. Tym razem była to poranna audycja Jacka Żakowskiego w radiu TOK FM, rozmawialiśmy o chamstwie, które jakoby szerzy się w sieci i z którego powodu reprezentacyjna siatkarka rezygnuje z gry. Byłem w studio, telefonicznie łączył się z nami Piotr Olechniewicz z Interia.pl. Z pewnym zażenowaniem obserwuję, jak dziennikarze tradycyjnych mediów odkrywają istnienie wielkiego i dziwnego świata internetu. Oczywiście dzieje się to przy okazji różnych skandali, aktualny skandal dotyczy Doroty Świeniewicz, która w dosyć enigmatycznym oświadczeniu ogłosiła że już nie zagra w reprezentacji Polski ze względu na "maniakalne atakowanie jej" przez "kilka osób". I call bullshit, ponieważ nastąpiło to po jej wyjątkowo kiepskich występach i to nie pierwsza głośna rezygnacja tej sportsmenki z kadry. Wcześniej tylko kozioł ofiarny był bardziej konkretny - to ówczesny trener Bonitta, którego pani Dorota określiła mianem "kawałka gówna". Wtedy internetowi komentatorzy byli po jej stronie i "maniakalnie atakowali" Bonittę, teraz drużyna pod wodzą Świeniewicz w słabym stylu przegrała turniej a generał publiczny zawył "krwi!". No cóż, łaska kibiców na pstrym koniu etc. Szkoda że w tak słabym stylu utytułowana siatkarka zrzuca koszulkę z orłem. Redaktor Żakowski niespecjalnie interesuje się sportem, więc płynnie przeskoczył do tematu (pardon my french) "lizania rowów", które to sformułowanie wynalazł na forum gazeta.pl. I oczywiście poszło, że to dowód na to, że w internecie jest bezhołowie, chamstwo i wulgaryzmy. A ja i Piotr z Interii za to odpowiadamy. Nie, nie odpowiadamy, nie bierzemy odpowiedzialności za to co myślą i mówią ludzie. Teza o tym, że internet jest chamski, wulgarny i pełen agresji jest bezzasadna. Oparta jest ona wyłącznie na wrażeniach z lektury najgorętszych wątków dyskusyjnych pod najbardziej kontrowersyjnymi wydarzeniami. Nie spotkałem się z żadnymi badaniami wskazującymi jednoznacznie na to, że faktycznie fora dyskusyjne są jakimś szambem. Mam za to parę liczb, które mogą świadczyć o zupełnie czym innym (padły one zresztą w audycji): * na forum gazeta.pl publikowanych jest dziennie średnio prawie 40 tysięcy wpisów * tylko 3% z nich jest w jakikikolwiek sposób "dotykane" przez moderację (często oznacza to nie usunięcie a np. przeniesienie na właściwe forum, ogromna ilość usunięć dotyczy mechanicznie dodawanego spamu) * tylko 0,05% wpisów na forum zawiera najpopularniejszy w języku polskim przecinek (k...a) - dla porównania zawiera go 0,04% tekstów w archiwum Gazety Wyborczej (oraz zapewne 80% dyskusji, których jesteśmy świadkami w przestrzeni publicznej). Co więcej, stężenie k...y spada z roku na rok. I to nawet po doliczeniu k...w wykropkowanych przez nasz automatyczny mechanizm antywulgaryzmowy. Podobne tendencje widać przy innych brzydkich słowach - zachęcam do zabawy z wyszukiwarką. * większość wulgaryzmów pada na prywatnych forach, często o ograniczonym dostępie - są one zakładane przez zwykłych użytkowników i przez nich moderowane (w związku z tym są fora prywatne, gdzie nie przystoi powiedzieć "dupa" oraz takie, gdzie uchodzi wszystko) * o porządek na forach gazety dbają sami użytkownicy - niektórzy (tzw. administratorzy społeczni) mają prawo do usuwania nieregulaminowych wpisów, wszyscy mogą zgłaszać takie wpisy administracji. I te mechanizmy świetnie działają, fora mają w sobie mechanizm samoleczenia. Świadomi użytkownicy nie lubią chamstwa i agresji i pomagają nam je na bieżąco usuwać. Fora internetowe są mniej więcej takie, jak korzystający z nich użytkownicy - niezbyt czyste, pełne niepolitycznych wypowiedzi i ostrych sądów. Ale są prawdziwe - to na nich właśnie trwają najważniejsze dyskusje. Polityczne, społeczne, obyczajowe. To fora internetowe i blogi są miejscami, gdzie tętni tętno polskiego życia publicznego - a nie w poranku TOK FM, wieczornym programie TVN24 czy w debatach na łamach Dziennika i GW. Zainteresowani mogą sobie wygugalać statystyki słuchalności/oglądalności/czytelnictwa tych mediów i porównać je z np. z oglądalnością Forum Gazeta.pl (wg Megapanelu - 3,1 mln real users miesięcznie). Zmyślam? - proszę bardzo, wczorajszy wieczór w TVN24: grupa zaproszonych gości debatowała nad tym, czy Niesiołowski obraził Kaczyńskiego mówiąc że jest "mały". I taki gówniany temat jest newsem dnia. Poważni dziennikarze, którym zależy na jakości dyskursu publicznego powinni w ogóle ignorować tego typu magiel. Nie znam nikogo, dla kogo przepychanki Niesiołowski-Kaczyński są ważne, zajmujące czy do czegokolowiek potrzebne. A w tym samym czasie na forum gazeta.pl trwała gorąca i boleśnie prawdziwa dyskusja o tym, co Polki robią w Egipicie. Wrócę do tematu odpowiedzialności. Operatorzy serwisów z user generated content są w pewnym stopniu odpowiedzialni za to, co się w tych serwisach dzieje. Jest to bardzo zgrabnie uregulowane prawnie - odpowiedzialność dotyczy wyłącznie nielegalnych treści, o których administratorzy zostaną powiadomieni i nie zareagują. Takich powiadomień dostajemy trochę, reagujemy sprawnie. Dość powiedzieć, że od ponad trzech lat ani razu nie miałem kontaktu z prokuraturą i sądami. Redaktor Żakowski zdawał się postulować wprowadzenie mechanizmów uprzedniej kontroli wszystkiego, co tworzą użytkownicy. I to nie po to, żeby usuwać wulgaryzmy, a po to, żeby "dyskusja miała odpowiedni poziom". Żeby nie obrażała Pani Siatkarki, Pana Redaktora, Autorytetów. To bardzo smutna propozycja. Jest równoznaczna z postulatem wprowadzenia cenzury. Ja cenzury (prawie) nie pamiętam, pan redaktor zapewne świetnie. Chce do niej wracać? pffff Może czytelnicy tego bloga się zrzucą na bilecik do Chin dla redaktora? A zresztą - kto miałby cenzurować i ustalać standardy kulturalnej dyskusji? Redaktor Żakowski, który w swoich porannych audycjach regularnie nazywa urzędującego prezydenta "Kaczką" lub "Kaczorem" (nie pojmuję, czemu o Świeniewicz nie mówi "Świnka" czy "Świnia")? Który nie może powstrzymać się od ubarwiania swoich tekstów sformułowaniami "jednojajowi bracia"? Który w audycji na żywo wypytywał mnie o "lizanie rowa"? A może red. Durczok? Albo Lis (nie będę embedował tubek, wszyscy znają). eehh Zwykle nie zgadzam się z forumowiczami, ale bronić ich prawa do wolności wypowiedzi będę. ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ DOPISEK Dzisiaj, tj. 22 stycznia 2009 r. otrzymałem e-mail o następującej treści: witam, Pod adresem http://www.szklarski.eu/index.php?s=&s...st&p=120174 opublikował Pan wpis zawierający kopię jednej z notek na moim blogu ols.blox.pl. Nie udzieliłem Panu zgody na publikację tego tekstu w serwisie szklarski.eu ani jakimkolwiek innym. Proszę o niezwłoczne usunięcie skopiowanej treści. Michał Olszewski ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ Usunąłbym błyskawicznie wraz z linkiem przedmiotowy tekst gdyby nie problem w weryfikacji autora tekstu. Czy ktoś z Państwa wie, jak powinienem zweryfikować to, czy autor e-maila jest Michałem Olszewskim, gdyż e-mail pochodzi z ogólnodostępnego adresu? |
|
|
|
21.01.2010, 11:05
Post
#2
|
|
![]() Bardzo rozgadany Group: Administrator Posts: 1,534 Joined: 31.03.2006 From: Jelenia Góra - Cieplice Member No.: 152,614 |
Przepraszam wszystkich tych, których czasami zbyt ostrymi słowami znieważam, ale czynię to tylko w stosunku do tych ludzi, którzy obstają przy stanowisku, że znieważać i pomawiać można bezkarnie i nie czynią oni nic, by temu zjawisku przeciwdziałać, wręcz je pochwalają i gloryfikują - czy moje słowa przeprosin do nich powinny być kierowane? Nie, kieruję je jedynie do tych, którzy winni tej patologii nie są, ale mogliby moimi słowami poczuć się znieważonymi, pomówionymi - jedynie Was, Drodzy Państwo przepraszam, jedynie Was
|
|
|
|
21.01.2010, 11:16
Post
#3
|
|
![]() Bardzo rozgadany Group: Administrator Posts: 1,534 Joined: 31.03.2006 From: Jelenia Góra - Cieplice Member No.: 152,614 |
Dziennik.pl podał w dniu wczorajszym, tj. 20 stycznia, że:
Znęcali się nad nauczycielem. Jest wyrok Więzienie w zawieszeniu i grzywna Wyzywali i kopali nauczyciela. Wszystko nagrali komórką, a film umieścili w internecie. Nagranie z zespołu szkół zawodowych w Rykach (woj. lubelskie) odnalazła policja. Dziś jeden z byłych uczniów placówki usłyszał wyrok. Czterem innym sąd warunkowo odpuścił. Proces w tej sprawie w Sądzie Okręgowym w Lublinie toczył się za zamkniętymi drzwiami. O treści wyroku poinformował rzecznik sądu Artur Ozimek. Jarosława O. sąd uznał za winnego pięciokrotnego znieważenia nauczyciela słowami wulgarnymi i obelżywymi oraz naruszenia jego nietykalności cielesnej przez kopnięcie w ramię. Jarosław O. został skazany na rok i trzy miesiące pozbawienia wolności w zawieszeniu na okres pięciu lat oraz na 600 zł grzywny. Sąd orzekł wobec niego także dozór kuratora. Wobec czterech innych oskarżonych o znieważenie nauczyciela wyzwiskami sąd warunkowo umorzył postępowanie karne i wyznaczył dwuletni okres próby. Na ten czas oddał ich pod dozór kuratora. Przy wydaniu takiego orzeczenia sąd wziął pod uwagę, że czterech z oskarżonych w wyniku mediacji wcześniej zawarło ugodę z poszkodowanym nauczycielem. Ugoda przewidywała przeproszenie nauczyciela i zapłacenie mu po 3 tys. zł za naruszenie dóbr osobistych przez każdego z uczniów. Pieniądze miały być zapłacone w ratach. Sprawę szóstego z oskarżonych wyłączono do odrębnego postępowania, ponieważ przebywa on za granicą. Wszyscy oskarżeni podczas śledztwa przyznali się do winy. Ponadto sąd zdecydował, że orzeczenie zostanie podane do publicznej wiadomości. Odpis wydanego wyroku przez miesiąc będzie umieszczony na tablicy ogłoszeń w ryckim sądzie rejonowym oraz w zespole szkół zawodowych w Rykach. Film pokazujący znieważanie nauczyciela przez uczniów znaleźli w lutym ubiegłego roku policjanci monitorujący strony internetowe. Funkcjonariusze sami dotarli do sprawców; pedagog nie zgłosił się na policję. Na filmie widać było, jak uczeń wywołany do tablicy zamiast odpowiadać na pytania, tańczy i wyzywa nauczyciela, potem podchodzi i zakłada nogę na jego biurko. Inni uczniowie śmieją się z tego. Ryccy policjanci rozpoznali nauczyciela i szkołę. Ustalili, że nauczycielowi ubliżali też inni uczniowie, znaleźli więcej nagrań. Do tych wybryków dochodziło w okresie od września 2008 do stycznia ubiegłego roku. Nauczyciel podlega ochronie prawa tak jak funkcjonariusz publiczny. Za jego znieważenie grozi kara do roku więzienia, a za naruszenie nietykalności cielesnej - do trzech lat więzienia. Przestępstwo jest ścigane z oskarżenia publicznego. ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ A mnie cieszy to, że wielu Internautów jest oburzonych z powodu niskiego wyroku i pragnę im wyjaśnić, że gdyby ci zwyrodnialcy dopuścili się podobnego czynu w stosunku do tego sędziego, który orzekał, to mieliby bezwarunkową karę pozbawienia wolności - sędziowie i prokuratorzy (niektórzy z nich to jedynie "togowianie") są z innej gliny ulepieni niż pozostali ludzie. Ot, i cała to zagadka tak niskich wyroków |
|
|
|
22.01.2010, 08:43
Post
#4
|
|
![]() Bardzo rozgadany Group: Administrator Posts: 1,534 Joined: 31.03.2006 From: Jelenia Góra - Cieplice Member No.: 152,614 |
Cenzura... i całkowity blamaż polskiej Wikipedii a właściwie tego człowieka, który o cenzurze steki bzdur i kłamstw napisał - proszę kliknąć TU
Autor opisu zaczął dobrze, gdyż wyjaśnił łacińskie znaczenie słowa cenzura (censere - osądzać), ale z każdym dalszym słowem brnął niczym nawiedzony nierealną misją wirtualnej "wolności" UFO-ludek w coraz to większe kłamstwa, banialuki i całe szczęście, że po wielu "trudach i znojach" zakończył swoją tyradę kropką - szkoda jedynie, że tak późno raczył ją postawić. Stawiam dolary przeciw orzechom, że autorem idiotycznych słów o cenzurze jest jakiś nieopierzony młokos, który nigdy z cenzurą totalitarnego państwa jakim była Polska Rzeczpospolita Ludowa (PRL) niewiele miał do czynienia, a w okresie, gdy jeszcze komunistyczna cenzura w Polsce obowiązywała, to na stojąco wchodził on pod szafę, a na kupkę mówił papu. Całkiem nieźle, a czasami wręcz dobrze, a nawet bardzo dobrze z wyjaśnieniem znaczenia słowa cenzura radzi sobie Onet.pl w swym internetowej Portalu Wiedzy WIEM, pisząc: Cenzura Informacje ogólne Cenzura, kontrola informacji przekazywanych przez media w postaci publikacji, programów radiowych, telewizyjnych, widowisk czy filmów, dokonywana przez specjalne organy państwowe lub kościelne, w celu ochrony norm prawnych, religijnych, moralnych bądź zabezpieczenia danych o charakterze wojskowym lub politycznym. Wyróżnia się dwie formy cenzury: 1) prewencyjną, będącą kontrolą podejmowaną jeszcze przed publikacją, w celu usunięcia części utworu bądź odrzucenia publikacji, 2) represyjną, działającą po jego rozpowszechnieniu i powodującą m.in. odpowiedzialność karną autorów lub wydawnictwa, często także konfiskatę samego utworu. Historia Cenzurę represyjną stosowano już w starożytności, m.in. w jej wyniku w Atenach zostały spalone dzieła Protagorasa (V w. p.n.e.); za deprawowanie młodzieży oraz wyrzeczenie się panteonu greckiego skazano na śmierć 399 p.n.e. Sokratesa; w Rzymie cesarz Oktawian August rozkazał spalić dzieła wróżbiarzy; Antioch IV Epifanes palił księgi żydowskie (II w. p.n.e.), a Dioklecjan pisma chrześcijańskie; również w Chinach 231 p.n.e. doszło do masowego niszczenia ksiąg. W średniowieczu sprawy cenzury spoczywały początkowo wyłącznie w rękach Kościoła katolickiego, niemniej już od 1275 Sorbona, a następnie także inne wyższe uczelnie uzyskały prawo do cenzury, przejawiające się w nadzorze nad osobami zatrudnionymi przy produkcji rękopisów (m.in. kopistami, ilustratorami czy miniaturzystami) oraz nad ich dystrybucją. Mimo wydania już przez cesarza Tyberiusza nakazu zniszczenia roczników Aulusa Cremutiusa Cordusa, zawierających pozytywne opinie o Brutusie i innych obrońcach republiki, zastosowanie cenzury politycznej i zarazem państwowej na szerszą skalę przyniósł dopiero XVI w. We Francji już w latach 30. XVI w. wprowadzono cenzurę prewencyjną, nad którą nadzór sprawował parlament paryski. Również z mocy wyroku parlamentu spalono na stosie w VIII 1546 poetę i drukarza É. Doleta wraz z jego książkami. Ten rodzaj kary, uchylony chwilowo 1566, obowiązywał jeszcze w XVIII w. W okresie 1660–1756 aż 900 autorów było więzionych w Bastylii w następstwie prawa o cenzurze. Zniosła ją dopiero Wielka Rewolucja Francuska, co znalazło potwierdzenie w uchwalonej przez Konstytuantę w VIII 1789 Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela. Jednak już dekret z 1793 przywracał karę śmierci za pisma, w których opowiadano się za restauracją władzy królewskiej, a Napoleon I ponownie wprowadził 1810 cenzurę prewencyjną. Po liberalizacji prawa prasowego 1849, ostatecznie w VII 1881 wprowadzono system cenzury represyjnej. W Niemczech od 1529 drukarz musiał mieć pozwolenie odpowiedniej władzy cenzuralnej na drukowanie każdej pozycji, a po 1570 zobligowany był ponadto do przekazywania ustalonej liczby egzemplarzy utworu władzy policyjnej; nieprzestrzeganie tych nakazów groziło odebraniem przywileju, spaleniem nakładu, grzywną, a nawet więzieniem. Normy te utrzymały moc do początku XIX w. W 1848 zniesiono cenzurę prewencyjną, koncesje i kaucje, utrzymując jedynie cenzurę represyjną. W Anglii już Henryk IV wydał 1400 dekret De haeretico comburendo, w którym groził surowymi karami za pisanie lub rozpowszechnianie tekstów niezgodnych z kanonami wiary katolickiej, a w 1525 powołano urząd wielkiego inkwizytora odpowiedzialnego za cenzurowanie dzieł pod kątem treści kościelnych. Dopiero 1558 wprowadzono cenzurę ze względu na treści polityczne Od czasów panowania Elżbiety I Wielkiej aż do 1641 sprawami cenzury zajmowała się Izba Gwiaździsta. W 1637 utworzono dodatkowo urząd tzw. Messenger of the Press, którego zadaniem było wyszukiwanie publikacji nieocenzurowanych, ich konfiskowanie i przekazywanie do rozpatrzenia przez władzę biskupią. Również w Anglii za naruszenie prawa cenzury przewidywano kary grzywny, tortur, pręgierza, a nawet śmierci przez powieszenie. W 1695 zniesiono cenzurę prewencyjną. Obecnie obowiązuje system oparty na prawie o tajemnicy służbowej oraz system identyfikacji dokumentów, który skutecznie zapobiega "wyciekowi" tajnych i poufnych materiałów do mediów. W ZSRR istniała odmiana indeksu ksiąg zakazanych oraz bardzo rozbudowany system cenzury prewencyjnej, który zmuszał autorów do autocenzury. W okresach odchodzenia od terroru komunistycznego dochodziło do chwilowego łagodzenia prawa o cenzurze (lata 70. i 80.). Dopiero u schyłku lat 80., w związku z przemianami systemowymi w ZSRR, zliberalizowano prawo o cenzurze. Wcześniej społeczeństwo broniło się przed nią poprzez kolportowanie nielegalnych wydawnictw, tzw. samizdatów, a jej łamaniu sprzyjało przemycanie literatury z zagranicy oraz nadawanie z zagranicy "wolnych" audycji radiowych. W Stanach Zjednoczonych, od wprowadzenia I poprawki do konstytucji w XII 1791, istnieje jedynie cenzura represyjna. Bardzo trudno jest zatem zapobiec jakiejkolwiek publikacji, nawet takiej, która zawiera najtajniejsze informacje; przykładem tego może być sprawa tzw. Pentagon Papers, dotyczących wojny w Wietnamie, opublikowanych 1971 m.in. przez "New York Times". Dziełem, w którym po raz pierwszy domagano się wolności słowa była wydana 1644 Areopagitica J. Miltona. W niektórych państwach demokratycznych, np. we Włoszech czy w Niemczech, obowiązuje konstytucyjny zakaz ustanawiania cenzury Natomiast cenzurę w ostrej postaci stosuje się nadal m.in. w: Chinach, Iraku, Iranie, Izraelu, Korei Północnej i na Kubie. Cenzura a internet W ostatnim okresie dynamiczny rozwój nowego medium, jakim jest Internet, niesie za sobą możliwość rozpowszechniania bardzo różnych, a zarazem niebezpiecznych informacji (m.in. treści pornograficznych, "podręczników dla terrorystów" czy materiałów przeróżnych sekt). Jako pierwsza pewną kontrolę w tej materii miała sprawować Recreational Software Advisory Council on the Internet (RSACI), instytucja zajmująca się od 1995 cenzurą i klasyfikacją materiałów rozpowszechnianych w postaci elektronicznej; od 1999 weszła w skład Internet Content Rating Association (ICRA), najpopularniejszego obecnie systemu oceny zasobów internetowych. Najwięcej materiałów podejrzanego pochodzenia można znaleźć na serwerach Usenetu, gdzie zawodzi system klasyfikacji i gdzie nie można ustalić ani autora, ani nadawcy pliku. Na począku 2000 minister sprawiedliwości i prokurator generalna USA, J. Reno, wystąpiła z projektem powołania "policji internetowej". Bardziej radykalne kroki przedsięwzięła Rada Rabinów Izraela, która w II 2000 zakazała wyznawcom judaizmu korzystania z Internetu. Jak do tej pory jedyną obroną przed nieodpowiednimi treściami na "infostradzie" okazuje się zastosowanie filtrów, udostępnianych przez niektóre serwisy wyszukiwawcze; w pewnych przypadkach wynajmowani są również hakerzy, których zadaniem jest likwidowanie witryn internetowych zawierających "niedopuszczalne" treści (np. strony oferujące nielegalne oprogramowanie czy przeznaczone dla pedofilów). Cenzura kościelna Wraz z umocnieniem swej władzy Kościół katolicki, przyswoił sobie prawo do niszczenia ksiąg niezgodnych z kanonami wiary. Pierwszymi znanymi przypadkami zastosowania cenzury było palenie ksiąg ariańskich (po 325), manichejskich (361–375, 398), nestoriańskich (po 431) i focjańskich (po 867). Innocenty II wydał 1140 nakaz spalenia pism P. Abélarda i Arnolda z Brescii. Aż do połowy XIII w. pisarze przekazywali swoje pisma do akceptacji biskupom lub papieżom, choć brak było jakichkolwiek oficjalnych przepisów w tym względzie. Dopiero za pontyfikatu papieża Urbana VI wprowadzono przepis, zgodnie z którym można było posługiwać się jedynie książkami będącymi wiernymi kopiami oryginałów i nie zawierającymi treści niezgodnych z dogmatami Kościoła katolickiego. Pierwsze oficjalne przepisy o prewencyjnej cenzurze kościelnej zostały wprowadzone przez Innocentego VIII bullą Inter multiplices z XI 1487. Na jej podstawie biskup ordynariusz w danej diecezji oraz mistrz pałacu apostolskiego w Rzymie mieli prawo kontrolować wszystkie pisma bez względu na ich temat i treść. Przepisy te powtórzono i rozbudowano w 1501 i 1515. Natomiast papież Paweł IV wydał 1559 pierwszy Index librorum prohibitorum; ostatni wydany 1940, obowiązywał aż do 1966. Na mocy konstytucji Soboru Trydenckiego Decretum de editione et usu sacrorum librorum (IV 1546) i De libris prohibitis regulae decem (III 1564) ustanowiono szczegółowe przepisy w sprawie cenzury kościelnej. Reformę cenzury kościelnej przeprowadził Leon XIII bullą Officiorum ac munerum (1897). Obecnie w kwestii cenzury obowiązujące są przepisy dekretu Kongregacji Doktryny Wiary z III 1975 De Ecclesiae pastorum vigilantia circa libros, który ustanowił ogólny nadzór papieża nad sprawami cenzury poprzez Kongregację Doktryny Wiary, a w poszczególnych diecezjach poprzez biskupów i podległych im cenzorów. Cenzura w Polsce Kościół katolicki w Polsce po raz pierwszy zastosował cenzurę na przełomie 1491 i 1492, zabraniając drukarzowi krakowskiemu Sz. Fiolowi wydawania ksiąg liturgicznych w języku cerkiewnosłowiańskim. Od 1532 cenzurę kościelną sprawowała Akademia Krakowska. W 1617 po raz pierwszy ukazał się w Polsce Indeks Ksiąg Zakazanych. Późniejszy okres przyniósł zastosowanie przepisów ogólnokościelnych. 1519 zastosowano po raz pierwszy cenzurę państwową, konfiskując z rozkazu królewskiego nakład Chronica Polonorum M. Miechowity. 1520 edykt królewski wprowadził zakaz przywożenia do Polski ksiąg M. Lutra. Zdarzały się przypadki unieważnienia zakazów cenzorskich przez króla Zygmunta II Augusta, np. dla A. Frycza Modrzewskiego. W XVIII w. cenzura represyjna znajdowała się w kompetencjach marszałka wielkiego koronnego; w tym czasie prasa miała rozległą swobodę. 1768 w prawach kardynalnych zastrzeżono wolność słowa i druku, która nie obejmowała jednak spraw religii i wystąpień skierowanych przeciwko prawom kardynalnym. Po rozbiorach ziemie polskie przejęły w kwestii cenzury ustawodawstwo krajów ościennych. W Księstwie Warszawskim tymi sprawami obarczono 1807 rezydenta francuskiego, a od 1812 ambasadora. W Królestwie Polskim na mocy konstytucji nie było początkowo cenzury prewencyjnej, wprowadził ją 1826 – niezgodnie zresztą z ustawą zasadniczą – namiestnik gen. J. Zajączek. Po powstaniu listopadowym zgodnie z art. 13 tzw. Statutu Organicznego wprowadzono cenzurę prewencyjną, a 1869 rozciągnięto na ziemie polskie ustawodawstwo obowiązujące w całej Rosji, w którym obok systemu prewencyjnego zastosowano również cenzurę represyjną. Organem cenzury był Warszawski Komitet Cenzury. Po 1905 znacznie złagodzono zasady cenzury w dwu pozostałych zaborach, całkowicie znosząc ją w okresie Wiosny Ludów, a następnie utrzymując cenzurę represyjną. W okresie II Rzeczypospolitej obowiązywało liberalne prawo prasowe (jedynie cenzura represyjna): wydawca zobligowany był do dostarczania prokuraturze i odpowiedniemu organowi administracji wskazanej liczby egzemplarzy danej pozycji. W następstwie Konstytucji kwietniowej z 1935 wprowadzono pewne ograniczenia wolności prasy. Po II wojnie światowej, mimo deklaracji sejmu z 1947 i konstytucji z VII 1952 gwarantujących wolność słowa i druku, na mocy dekretu z 1946 wprowadzono daleko idącą cenzurę prewencyjną, sprawowaną poprzez Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk, przekształcony następnie 1981 w Główny Urząd Kontroli Publikacji i Widowisk, którego decyzje były ostateczne. W okresie PRL uwaga cenzury skupiona była szczególnie na sprawach z zakresu "zagrożenia bezpieczeństwa państwa", "nawoływania do obalenia lub poniżenia ustroju państwa" lub "godzenia w konstytucyjne zasady polityki zagranicznej i sojusze". Na mocy ustawy z VII 1981 wprowadzono możliwość odwołania się od decyzji Główniego Urzędu Kontroli Publikacji i Widowisk do Naczelnego Sądu Administracyjnego Przejawem walki z cenzurą był tzw. drugi obieg, a także nadawanie krótkich, tajnych, niezależnych audycji telewizyjnych. W myśl ustawy z IV 1990 zniesiono cenzurę prewencyjną, niemniej w przypadku popełnienia przestępstwa poprzez głoszenie poglądów niezgodnych z prawem prasowym, sąd może orzec zawieszenie dziennika na czas określony, odmówić jego rejestracji bądź zarządzić przepadek materiału prasowego. ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ Tak naprawdę, moi drodzy i młodzi Przyjaciele, z pojęciami "cenzurowanie" (ocenianie, osądzanie) i "cenzura" (ocena, osąd) spotykacie się na każdym kroku, bo nawet będąc słodkim dziecięciem, gdy dostajecie klapsa na pupę lub gdy rodzic Wasz srogo na Was spogląda, to nie czyni on nic zdrożnego z czym niektórzy tak uparcie i idiotycznie walczą, albowiem Was i Wasze zachowania Wasz rodzic jedynie cenzuruje, a więc ocenia. Czy należy za to rodzica potępiać i odebrać mu prawo do cenzurowania... No tak... skoro rodzice cenzurują, to należy się ich pozbyć - tych nędznych i ohydnych cenzorów |
|
|
|
29.01.2010, 20:23
Post
#5
|
|
![]() Bardzo rozgadany Group: Administrator Posts: 1,534 Joined: 31.03.2006 From: Jelenia Góra - Cieplice Member No.: 152,614 |
W dniu dzisiejszym na stronie Prezydenta Kaczyńskiego ukazał się wpis:
Spotkanie ministra Władysława Stasiaka z internautami ![]() W piątek Szef Kancelarii Prezydenta RP Władysław Stasiak spotkał się z internautami, sygnatariuszami Listu do Prezydenta RP w Sprawie Cenzury Internetu, którzy protestują przeciw planowanej przez rząd nowelizacji ustawy Prawo Telekomunikacyjne wprowadzającej „Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych”. Podczas spotkania przedstawiciele środowisk internautów tłumaczyli, że proponowane rozwiązania zezwalające na blokowanie niektórych stron internetowych, mogą doprowadzić do cenzury Internetu i ograniczenia wolności słowa. Zdaniem uczestników spotkania kluczową sprawą przy podejmowaniu działań legislacyjnych jest przejrzystość procesu stanowienia prawa oraz prowadzenie konsultacji społecznych. Goście Władysława Stasiaka podkreślali, że takie konsultacje powinny odbywać się już na etapie przygotowywania projektu ustawy. Podczas spotkania zwracano również uwagę, że dyskusja o regulacjach dotyczących Internetu nie powinna ograniczać się jedynie do kręgów informatyków i prawników. Według internautów, z sieci korzysta już ponad połowa wszystkich obywateli Polski i właśnie z tego powodu debata powinna się toczyć w jak najszerszym gronie. Minister Stasiak zapoznał się z postulatami przedstawicieli internautów i zaproponował następne spotkanie, które odbyłoby się w poszerzonym gronie. Tematem takiej debaty byłyby granice pomiędzy wolnością słowa, a bezpieczeństwem obywateli i przestrzeganiem prawa w Internecie. Minister zgodził się również na postulat internautów, aby zarówno piątkowe, jak i następne spotkania były rejestrowane i udostępniane w sieci internautom. |
|
|
|
29.01.2010, 20:34
Post
#6
|
|
![]() Bardzo rozgadany Group: Administrator Posts: 1,534 Joined: 31.03.2006 From: Jelenia Góra - Cieplice Member No.: 152,614 |
Bardzo, ale to bardzo nie lubię, gdy młodzi propagandyści, czerpiąc niechlubne wzorce rodem z PRL-u (w 1989 r. ponoć zakończył się w Polsce komunizm, którego de facto nie było, a zaczął się okres nie III Rzeczpospolitej, ale PRL-bis), z takich partyjnych przybudówek jak ZSMP i ZMW, usiłują milionom Internautów robić wodę z mózgu. Jeszcze w ten weekend ukaże się tu mój, jakże ostry, ale także i zasadny głos sprzeciwu - kilku osobnikom nie będzie miło, gdy obnażę rzeczywiste motywy ich działań
Kto, kogo i z jakiego klucza korzystając zapraszał tychże "przedstawicieli" Internautów Wiedzcie, że prawo zaskarżania ustaw do Trybunału Konstytucyjnego my, a więc Internauci, także mamy i nie są nam do tego potrzebni żadni zakłamani politycy i ich przebierańcy-zwolennicy To spotkanie pałacowych PiS-uarowych propagandystów dostrzegła nie tylko stacja TVN24.pl, co relacjonuje w artykule Stasiak z internautami wróci do "złych stron", ale także Dziennik Gazeta Prawna w swym artykule Internauci poskarżyli się Stasiakowi. Ta sama gazeta w swoim internetowym wydaniu popełniła tekst Blogerzy przepytają Tuska o internet obwieszcza nam między innymi: "Internauci szykują się do debaty z premierem. 15 starannie wyselekcjonowanych blogerów spotka się z Donaldem Tuskiem w jego kancelarii, ale za pomocą sieci pytania będą mogli zadawać wszyscy chętni",a także i to, że samozwańczy (czyt. wybrany przez Tuska) nasz reprezentant, tj. Maciej Budzich, stworzył nawet stronkę internetową o nazwie Zapytaj Premiera, na której to możemy zadawać pytania Tuskowi nam miłościwie rządzącemu, usiłując przekonać go do czegokolwiek, w tym do tego, aby się od nas - Internautów i od Internetu najzwyczajniej w świecie odpierd... Maciek Budzich dał się złapać na premierowski lep nie zauważając, że tym samym strzela sobie w kolano i długo będzie zmuszony walczyć, by odbudować w Internecie swoją pozycję, tak już nadszarpniętą w przeszłości, gdy pod wpływem głupiego pisemka z TVN24.pl zdjął ze swego bloga link do znanej już wypowiedzi złotoustego redaktora, o czym mogą Państwo poczytać sobie, klikając właśnie TU. Tak, Maciej Budzich to wyjątkowo dobrze wyselekcjonowana osoba do zadawania Tuskowi wcześniej uzgodnionych z nim wygodnych pytań i pomimo, że kiedyś nawet lubiłem Maćka, to żal mi serce ściska fakt, że dał się on w oczywisty sposób wmanewrować w PR-owskiego bagienko, ale jako, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, Maciej Budzich ukazał nam w końcu swoje prawdziwe oblicze, co zobaczyć można doskonale w naszym internetowym kinie YourLiveCinema.TV - serdecznie zapraszam. ![]() |
|
|
|
30.01.2010, 10:46
Post
#7
|
|
![]() Bardzo rozgadany Group: Administrator Posts: 1,534 Joined: 31.03.2006 From: Jelenia Góra - Cieplice Member No.: 152,614 |
Dziel i rządź (łac. Divide et impera) – stara i praktyczna zasada rządzenia polegająca na wzniecaniu wewnętrznych konfliktów na podbitych terenach i występowaniu w roli rozjemców zwaśnionych stron. Jako pierwsi zastosowali ją Rzymianie na półwyspie Apenińskim (podpisywali umowy między podbitymi ludami, zwanymi odtąd "sprzymierzeńcami", a sprzymierzeńcom nie wolno było podpisywać umów między sobą, przez to prowincje nie mogły się zjednoczyć aby pokonać Rzymian). Przykład: bitwa na Polach Katalońskich.
Zwycięstwom Rzymian (zwłaszcza na terenie Italii) sprzyjało rozdrobnienie, a nierzadko skłócenie ich przeciwników, wobec których Rzymianie stosowali politykę opartą na zasadzie "dziel i rządź", czyli politykę podtrzymywania i wyzyskiwania wewnętrznych konfliktów w obozie wroga. Rzymski podbój Italii mógł się dokonać dzięki temu, że wrogowie Rzymu występowali z reguły w pojedynkę, nie podejmując wspólnych działań. Zasadę tę stosowano także w sprawach wewnętrznych państwa. Czynili tak już cesarze rzymscy, ale jednym z najlepszych przykładów był król Francji Ludwik XIV, który wygrywał ambicje jednych ministrów przeciwko innym, by żaden z nich nie zajął zbyt silnej pozycji i stał się dla monarchy niezastąpionym. Ogólnie rzecz biorąc, jest to taktyka silniejszych i zwierzchnich ośrodków władzy, które bronią swej pozycji osłabiając walkami opozycję. We współczesnych, demokratycznych systemach politycznych zasada ta jest postrzegana negatywnie, ze względu na jej destrukcyjne efekty i antysolidarnościowe oblicze. ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ Tyle o zasadzie divide et impera między innymi na polskiej Wikipedii wyczytać można, a tę właśnie zasadę w stosunku do polskich Internautów stosują Tusk i Kaczyński. Donald Tusk wraz ze swoją ekipą pod pozorem walki z internetowym hazardem i słusznej walki z szerzącą się pedofilią usiłowali, niczym Chlebowski na cmentarzu, przemycić do ustaw niezwykle korzystne dla siebie i dla wszystkich elit rządzących zapisy stanowiące, tak naprawdę, o internetowym zamordyzmie, który przez młodych Internautów jest niewłaściwie przyrównywany do chińskiej cenzury. Kiedy to im się nie udało, wszyscy politycy wstrzymali oddech czekając na dalszy bieg wypadków... Zarówno opozycja parlamentarna jak i pozaparlamentarna milczały niczym głaz "nie dostrzegając" głosów oburzenia ze strony Internautów płynących, kiedy jednak temat podchwyciły publikatory i dziennikarze, wtedy postanowili zabrać głos - jedni przyłączyli się do internetowych akcji, inni natomiast Lecha Kaczyńskiego na litość brać zaczęli. W niezwykle cwany sposób zaczęto wykorzystywać kilka osób, które mniej lub bardziej świadomie dały i dają sobą manipulować politykom, wciągając w tą brudną i ohydną grę liczne rzesze Internautów. Borys Musielak, twórca Grupy Jakilinux na swojej internetowej stronie zamieścił naprędce spłodzony przez siebie błagalny i idiotyczny liścik do prezydenta Kaczyńskiego, w czym wybitnie wspomogli go między innymi: Piotr Waglowski - gorący zwolennik PiS-owskiej polityki, który z dniem 14 sierpnia 2006 powołany został przez wicepremiera Ludwika Dorna, tego samego, który potem z Pis-u wykopany został, w skład Rady Informatyzacji, sam siebie określający mianem wybitnego prawnika; W tym miejscu, temu "super prawnikowi", który kilka lat temu na swoim blogu ostro zaatakował wszystkich tłumaczy filmów, popierając Gutka i Duszyńskiego z Gutek Film w ich walce o zamknięcie wszystkich społecznościowych serwisów z napisami do filmów, a z którym to, po tym fakcie, przeprowadziłem smutną dla niego telefoniczną rozmowę, zarzucając mu koniunkturalizm i kiepściuchną znajomość prawa, czym zrobiłem sobie z niego wroga do końca dni swoich na tym ziemskim padole a i po śmiertelnym mym zejściu także, zmuszony jestem zadać pytania, nie oczekując wszakże na nie jakichkolwiek durnych odpowiedzi, bo mądre paść - wobec niezaprzeczalnych faktów i obowiązującej litery prawa - po prostu, nie mogą: "Od kiedy to Prezydent Polski, w tym tymczasowo piastujący tę funkcję Lech Kaczyński, ma prawo wetować rządowe projekty ustaw? Nie ma, "szanowny" panie Piotrze? No więc skoro nie ma, to dlaczego swych kroków nie skierowaliście do premiera Tuska i jego polityków, którzy projekt ów wymyślili? Jeżeli projekt nie przejdzie prawidłowej drogi legislacyjnej i nie uzyska poparcia większości parlamentarnej, to li tylko projektem pozostanie, a skoro tak, to dlaczego wmawiasz pan wraz z innymi nawiedzonymi ludźmi, że to Lech Kaczyński jest mężem opatrznościowym dla polskich Internautów?". Tych pytań byłoby więcej, ale po co je zadawać, skoro na już zadane żadna mądra odpowiedź paść nie może Jarosław Lipszyc - od dawien dawna współpracujący z Waglowskim poeta, dziennikarz i publicysta, który "wsławił" się wielokrotnie swymi komunistycznymi, internetowymi doktrynami, chcąc dobrem nie swoim, nie przez siebie stworzonym, dzielić się z innymi, a więc wielki to orędownik tego, by suwerennych właścicieli pozbawiać ich własności i rozdzielać ją pomiędzy "ubogich" (czytaj - ubogich intelektualnie) jak on sam Internautów, którzy nie szanując cudzej własności, wraz z Lipszycem, cechują się mentalnością Kalego z sienkiewiczowskiej powieści "W pustyni i w puszczy". (ciąg dalszy nastąpi) |
|
|
|
31.01.2010, 06:32
Post
#8
|
|
![]() Bardzo rozgadany Group: Administrator Posts: 1,534 Joined: 31.03.2006 From: Jelenia Góra - Cieplice Member No.: 152,614 |
Protesty internautów, oburzonych projektem ustawy wprowadzającej tzw. Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych, przynoszą skutek. Proponowane przepisy zakładają utworzenie czegoś na kształt „czarnej listy” stron internetowych. Sądy mogłyby decydować, czy witryny, co do których są zastrzeżenia, będą mogły legalnie działać. Chodzi głównie o takie, które zawierają treści pornograficzne (z udziałem małoletniego do 15-lat), wprowadzają w błąd (dla osiągnięcia korzyści majątkowych), zawierają niedozwolone reklamy.
W uzasadnieniu czytamy, że „zaproponowane rozwiązanie ma na celu stworzenie jawnego rejestru danych identyfikujących strony internetowe, które zawierają takie treści lub umożliwiają korzystanie z tych usług”. O ile same założenia mogą wydawać się słuszne, bo pornografia dziecięta itp. nie powinny być akceptowane, tak zastrzeżenia dotyczą głównie formy tego typu działań. Dla wielu to początek wprowadzania cenzury do Internetu. Istnieją obawy, że rejestr stron zakazanych można będzie dowolnie kształtować i dodawać do niego kolejne pozycje. W tej chwili trudno precyzyjnie stwierdzić, co najnowsza wersja projektu zakłada, bo w jej sprawie nie toczą się żadne konsultacje społeczne z prawdziwego zdarzenia. Mówi się nawet o tym, że to nie sądy, ale urzędnicy będą mogli blokować konkretne strony. Nic więc dziwnego, że zaniepokojeni internauci postanowili zaprotestować. Niedawno powstała strona PodziekujPremierowi.pl, która skupia przeciwników mieszania się państwa do Internetu. Profil akcji na Facebooku zrzesza już kilka tysięcy zatroskanych o losy sieci, a fora internetowe i inne serwisy społecznościowe aż huczą od zastrzeżeń pod adresem rządu. Wszystko wskazuje na to, że władza zdała sobie sprawę z tego, jaki projekt wzbudza reakcje. Na stronie internetowej Kancelarii Premiera Rady Ministrów opublikowano „List premiera do Internautów”, w którym czytamy m.in. „Moi Drodzy! Fakt, że tak wielu z Was zdecydowało się zabrać głos w sprawie ustawy wprowadzającej rejestr stron niedozwolonych, to znak, że trzeba się spotkać i porozmawiać na ten temat. (…) Uważnie śledzę Wasze opinie, komentarze, pytania i wątpliwości. Zdecydowałem, że jeszcze raz przyjrzę się projektowanej ustawie. (…) W związku z tym zapraszam Was do debaty, która odbędzie się w przyszłym tygodniu”. Podpisano - Donald Tusk. Może to czas, by polskie społeczeństwo obywatelskie przemówiło jednym, sensownym głosem? Patryk Latacz HANTER.pl |
|
|
|
31.01.2010, 06:38
Post
#9
|
|
![]() Bardzo rozgadany Group: Administrator Posts: 1,534 Joined: 31.03.2006 From: Jelenia Góra - Cieplice Member No.: 152,614 |
Zapytam, szkoda, że retorycznie, za redaktorem Patrykiem Lataczem:
Może to czas, by polskie społeczeństwo obywatelskie przemówiło jednym, sensownym głosem?
|
|
|
|
31.01.2010, 21:00
Post
#10
|
|
![]() Bardzo rozgadany Group: Administrator Posts: 1,534 Joined: 31.03.2006 From: Jelenia Góra - Cieplice Member No.: 152,614 |
TVN24.pl w dniu wczorajszym, tj. 30 stycznia 2009 r. w popołudniowych godzinach obwieścił:
Tak będzie wyglądać spotkanie premiera z internautami ja dodam swój podtytuł... czyli Budzich tuskową tubą propagandową w Internecie O SZCZEGÓŁACH DEBATY OPOWIADA BLOGER, KTÓRY JĄ ORGANIZUJE W piątek do kancelarii premiera przybędzie kilkudziesięciu internautów. Zapytają dlaczego premier chce wprowadzić cenzurę w internecie. Każdy, kto chce wziąć udział w debacie z premierem, ma jeszcze szansę - wystarczy zgłosić swoją kandydaturę. Przedstawiciel internautów (choć sam tak nazywać nie chce), który z kancelarią premiera ustala szczegóły spotkania to Maciej Budzich. Popularny bloger, ale i człowiek związany z marketingiem, co zarzucają mu niektórzy internauci. Budzich był dyrektorem artystycznym magazynu marketingowego "Brief". W grudniu na swoim blogu przedstawił pomysł na spotkanie internautów z szefem rządu. Najwidoczniej, spodobał się premierowi, bo tuż po publikacji wpisu skontaktowała się z nim KPRM i zaproponowała współpracę w celu organizacji debaty. Jej nazwa brzmi "Zapytaj Premiera". Pod taką samą nazwą została stworzona strona internetowa akcji (zapytajpremiera.pl). Dwie godziny premiera z internautami Szczegółów spotkania nie jest znanych wiele. Odbędzie się w piątek w kancelarii premiera, w Sali Świetlikowej przy ogromnym stole. Ma trwać około dwóch godzin. Będzie transmitowane w internecie. Weźmie w niej udział kilkanaście-kilkadziesąt osób, w tym przedstawiciele organizacji pozarządowych. Lista jest w trakcie tworzenia. Na razie chęć udziału w spotkaniu zadeklarowało około 40-50 osób. Jak powiedział w rozmowie z nami Budzich, nadal można zgłosił swoją kandydaturę. - Najlepiej by na stronie zapytajpremiera.pl wypełnić formularz i zgłosić siebie albo kogoś, kogo uważa się, że powinien być na tej debacie i przedstawić problemy, które ją interesują. (...) Lista (osób) będzie pewnie znana we wtorek albo w środę - wyjaśnił w rozmowie z nami Budzich. Bloger tłumaczy, że internauci którzy wezmą udział w spotkaniu z premierem, zostaną wybrani według "klucza logiczno-zdroworozsądkowego". - Nie chciałem robić żadnych castingów. Staram się wybrać tych, którzy zabierają głos w dyskusjach internetowych. Nie będą to przypadkowi ludzie. Moim dużym wyzwaniem jest wybrać grupę internautów, która będzie w stanie - oprócz tego, że zadać pytania - to zaproponować premierowi jakieś rozwiązania - zaznacza bloger. O co zapytają Tuska? Kto nie będzie miał szansy zadać premierowi pytania bezpośrednio, może to zrobić za pomocą portali społecznościowych typu Facebook, GoldenLine, Blip, Twitter, YouTube czy po prostu tradycyjnego e-maila. - Cały czas, do dnia debaty śledzę dyskusje, śledzę kolejne źródła, gdzie pojawia się dyskusja o tej debacie - tłumaczy Budzich. Jak powiedział bloger, część pytań powtarza się. Te, które zapewne zdominuje spotkanie, dotyczy wprowadzenia rejestru stron niedozwolonych. Internautów interesują jednak też inne kwestie związane z procesem powstawania prawa i otwartości ustaw dla internautów, darmowym szerokopasomowym dostępem do internetu dla wszystkich Polaków oraz głosowaniem przez internet. Są też mniej poważne. Internauci chcieliby dowiedzieć się, "czy pan premier zamyka drzwi w toalecie" albo "czy włosy blond premiera są naturalne czy farbowane". Internauci już krytykują Spotkanie już wywołuje sporo kontrowersji. Wielu internautów pisze wprost, że nie ma ono sensu i że to PR-owa zagrywka Donalda Tuska, a Budzich nie reprezentuje środowiska internetowego, a marketingowe. - Moim zadaniem jest zorganizować i przygotować tak to spotkanie, żeby było jak najbardziej reprezentatywne - tłumaczy bloger. - Nie można zarzucić mi stronniczości. Każde działanie rządu ocenianie jest pod względem pr-owym. To jest dla mnie zrozumiałe. Mniej zrozumiałe jest to, że pojawia się krytyka osób, które zostaną zaproszone, a nie są jeszcze znane, oraz krytyka formuły spotkania, która też nie jest jeszcze znana. Zaproszenie jest otwarte, każdy może zabrać głos, więc ta krytyka trochę mnie dziwi - broni się dalej. A jak się nie uda? "Porażka internautów i premiera" Budzich wierzy, że tego rodzaju spotkań będzie więcej, a to stanie się pretekstem do podjęcia przez rząd kolejnych działań. - Ten projekt spotkań z premierem będzie kontynuowany. Jest pomysł, żeby stworzyć platformę komunikacji ze stroną rządową i społeczeństwem. Natalia Szewczak//mat ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ Wyboru pytań oraz Internautów, którzy "dostąpią zaszczytu" spotkania z premierem dokona... Tak, tak Debata z premierem: to nie będzie teleturniej INTERNAUCI GROMADZĄ PYTANIA To nie będzie teleturniej: pytanie, odpowiedź i idziemy dalej. To spotkanie będzie początkiem dyskusji o kondycji polskiego Internetu – uważa Maciej Budzich, organizator debaty internautów z premierem. Spotkanie, o szczegółach którego portal tvn24.pl pisał wczoraj, odbędzie się w piątek. - Mam nadzieję, że ta debata będzie punktem wyjścia i próbą nawiązania długotrwałego i sensownego kontaktu między społeczeństwem informatycznym a stroną rządową. Chcemy stworzyć platformę komunikacji po to, żeby nasz głos był brany pod uwagę – wyjaśnił Budzich. Debata to reakcja na ostre protesty internautów i organizacji zajmujących się Internetem przeciw planowanym zamianom w prawie telekomunikacyjnym, a konkretnie przeciwko powstaniu rejestru stron i usług niedozwolonych. "Scenariusz to kwestia cały czas otwarta" - Kwestia rejestru niepokoi i to ona pewnie zdominuje dyskusję. Jednak scenariusz to kwestia cały czas otwarta, można przysyłać pytania i swoje kandydatury. Nie ma preferencji politycznych, wystarczy wypełnić formularz i udowodnić, że ma się coś sensownego do powiedzenia – stwierdził Budzich. Oprócz wybranych przez niego autorów pytań w spotkaniu wezmą też udział przedstawiciele organizacji pozarządowych związanych z Internetem. Debata będzie transmitowana w sieci. Planowana jest na piątek, ale godziny jeszcze nie ustalono kaw//kdj ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ KPRM (Komitet Polityczny Rady Ministrów), czyli tuskowy organ, zawczasu przygotował Budzicha (od grudnia szkolenia pełną parą szły) do akcji - nie ma co, chłopacy wyprzedzają nieźle wydarzenia zważywszy, że mamy do czynienia z Projektem z dnia 4.01.2010 r. Ustawy o zmianie ustawy o grach hazardowych oraz niektórych innych ustaw, który można pobrać ze stron rządowych po kliknięciu tutaj. Na stronce TVN24.pl (kliknij tu) pojawiają się Państwa wpisy, nie pozostawiające złudzeń, co do intencji organizatorów spotkanka u premiera Tuska Donalda - nic dodać, nic ująć - wystarczy poczytać... A kiedy chłopcy prezydenta na kolejne spotkanko do Władka Stasiaka się wybierają I tak to politycy przy udziale swoich młodzieżowych internetowych bojówkarzy polski Internet rozpierdzielają. |
|
|
|
31.01.2010, 22:11
Post
#11
|
|
![]() Bardzo rozgadany Group: Administrator Posts: 1,534 Joined: 31.03.2006 From: Jelenia Góra - Cieplice Member No.: 152,614 |
Dobrze, dobrze - teraz kilka słów pozytywnych. Czy wiecie Państwo jak się zabezpieczyć przed polskimi politykami i dyspozycyjnymi sędziami
Wystarczą trzy magiczne litery... OVH i tam zarejestrować lub przenieść zarejestrowaną już domenę należy. Wprawdzie OVH.pl to podmiot zarejestrowany w Polsce, w Polsce dokonujemy płatności, ale domeny są "trzymane" przez OVH Francja i nie polskiemu, ale francuskiemu prawu podlega. Wyroki polskich Sądów nie rozciągają się na teren Francji więc OVH France nie realizuje polskich orzeczeń i "stronek" na wniosek polskich polityków, urzędników, sędziów nie zamyka |
|
|
|
04.02.2010, 11:16
Post
#12
|
|
![]() Bardzo rozgadany Group: Administrator Posts: 1,534 Joined: 31.03.2006 From: Jelenia Góra - Cieplice Member No.: 152,614 |
Wczoraj, tj. 3 lutego 2010 r. TVN24.pl piórem redaktor Katarzyny Wężyk obwieściła:
"Cenzury nie będzie". Rząd odpowiada internautom INTERNAUCI NIE SĄ TACY PEWNICzy Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych wprowadza cenzurę? Czy jest możliwy do wyegzekwowania, a jeśli tak, to czy nie dubluje przypadkiem pracy prokuratury? Na te pytania odpowiedziało Ministerstwo Finansów, które przygotowało nowelizację ustawy hazardowej. Wymijająco. Poprosiliśmy ministerstwo finansów o ustosunkowanie się do zarzutów i wątpliwości internautów odnośnie proponowanej „Ustawy o zmianie ustawy o grach hazardowych oraz niektórych innych ustaw”. 21 stycznia wysłaliśmy listę pytań, po półtora tygodnia przyszła odpowiedź. "Projekt nie wprowadza cenzury prewencyjnej" Resort odżegnuje się od głównego zarzutu internautów, według których obecny w projekcie Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych to krok do wprowadzenia cenzury prewencyjnej. - Cenzura prewencyjna jest bowiem podejmowana, jeszcze przed publikacją, w celu usunięcia części lub całości danego utworu bądź w ogóle odrzucenia publikacji. Projekt ustawy natomiast przewiduje wprowadzenie (na mocy orzeczenia sądu) obowiązku utrudniania dostępu do stron i usług zawierających treści zakazane prawem, czyli do treści już opublikowanych i ocenionych (przez sąd) jako niezgodne z prawem – czytamy w przesłanym przez rzeczniczkę Magdalenę Kobos oświadczeniu resortu. Kwestie ewentualnego ograniczenia przez ustawę swobody świadczenia usług czy możliwości nadużywania nieprecyzyjnego zapisu ministerstwo skwitowało uwagą: - „W trakcie prac nad projektem ustawy podjęto decyzję, że o zasadności umieszczenia danego adresu w Rejestrze Stron i Usług Niedozwolonych będzie decydował sąd. Do jego oceny zatem będzie należało ustalenie, czy dana strona powinna być wpisana do Rejestru”. "Nie jest jasne, w jaki sposób jest utrudnione" Z kolei na pytanie o zasadność Rejestru dublującego pracę prokuratury, która przecież i tak ściga np. za dziecięcą pornografię, ministerstwo odpowiada: - W celu walki i zapobiegania patologiom powodującym negatywne skutki dla społeczeństwa organy publiczne powinny podejmować wszystkie dopuszczalne prawnie działania mające na celu skuteczną walkę z niezgodnymi z prawem działaniami podmiotów. Jeszcze bardziej wymijająca – żeby nie powiedzieć „niezupełnie na temat” – jest odpowiedź na pytanie o to, jak bloger miałby się odwołać od decyzji sądu o umieszczeniu jego bloga w rejestrze, przedstawiając do niego tytuł prawny, skoro nie wszystkie serwisy blogowe wymagają podania danych osobowych. - Podmiot, którego strony internetowej lub usługi dotyczy wpis, powinien dołączyć albo dokument potwierdzający jego tytuł prawny do tej strony internetowej albo oświadczenie, że jest podmiotem świadczącym tę usługę. Nie jest zatem jasne, w jaki sposób utrudnione jest złożenie odwołania od decyzji sądu – czytamy w oświadczeniu. Konsultacje bez ITC Z kolei w odpowiedzi na pytanie o to, jak egzekwować wpis do rejestru, skoro ustawodawca nie pisze jak dostawca ma blokować strony, ministerstwo przyznaje, że ten nakaz… może być nieskuteczny. - Ustawodawca nie narzuca podmiotom zobowiązanym do blokowania technicznego sposobu dokonania tej blokady. (…) Taka konstrukcja zabezpiecza jednocześnie przedsiębiorcę telekomunikacyjnego przed ponoszeniem odpowiedzialności karnej, w przypadku gdy mimo podjęcia przez niego odpowiednich działań technicznych, blokowany zasób będzie nadal dostępny w wyniku zastosowania technik obejścia blokady – czytamy w odpowiedzi. Identyczna argumentacja jest zresztą w uzasadnieniu ustawy. Ostatnie pytanie dotyczyło braku konsultacji z organizacjami ITC (zajmującymi się technologiami informacji i komunikacji) przy powstawaniu projektu. - Projekt ustawy o zmianie ustawy o grach hazardowych oraz niektórych innych ustaw został poddany konsultacjom społecznym - pisze resort i wymienia listę organizacji, wśród których... nie ma żadnej z sektora ITC. Nowe uzasadnienie 10 dni po posiedzeniu rządu Blogerzy zwracają uwagę na inną kwestię dotyczącą konsultacji społecznych. 19 stycznia 2010 rząd przyjął datowany na 4 stycznia projekt ustawy. 29 stycznia na stronie Biuletynu Informacji Publicznej zawisła (datowana na 26 stycznia) zmieniona wersja uzasadnienia. Zniknęło z niego na przykład zdanie: „niniejszy projekt ustawy był przedmiotem konsultacji międzyresortowych oraz został poddany konsultacjom społecznym”, pojawiła się natomiast lista organizacji, które zgłosiły uwagi (a wśród nich niewymienione przez rzeczniczkę Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Fundacja „Panoptykon”, Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji czy Stowarzyszenie Blogomedia24.pl). Uwagi (nie)uwzględnione W nowym uzasadnieniu jest też lista sugestii partnerów społecznych wraz z adnotacjami, czy zostały uwzględnione. Wynika z niej, że resort w pełni uwzględnił tylko jedną uwagę ITC – dotyczącą uprawnień organów administracyjnych do decydowania o wpisie do rejestru. W nowym projekcie nie decyduje o tym Służba Celna czy policja, ale sąd. Obie wersje uzasadnienia porównał na swoim blogu Manikowski.pl Marek Jerzy Manikowski. W komentarzu do wpisu internauta virrus podsumował: - Czyli wychodzi na to, że konsultacje społeczne wydrukowaliśmy sobie post factum… Co sądzisz o Rejestrze Stron i Usług Niedozwolonych? Czy przekonują cię argumenty ministerstwa finansów? Podyskutuj na forum. Katarzyna Wężyk//mat ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ Dzisiaj na stronach TVN24.pl przeczytać możemy, że: Premier stresuje się internautami bardziej niż komisją W PIĄTEK OD 14. BĘDZIE PRZEKONYWAŁ ICH DO ZMIAN W PRAWIE Debata premiera z internautami, którzy nie godzą się m.in. na plany stworzenia rejestru Stron i Usług Niedozwolonych, rozpocznie się w piątek o godzinie 14. Informację tę potwierdził organizator debaty Maciej Budzich. O tym, jak poważne to spotkanie świadczy wypowiedź samego Donalda Tuska. W przerwie posiedzenia komisji hazardowej szef rządu przyznał, że piątkową debatę "przeżywa o wiele bardziej" niż przesłuchanie. - Nie uwierzycie, bo ja wiem, że wy zawsze podejrzewacie polityków o hipokryzję, ale ja o wiele bardziej przeżywam jutrzejsze spotkanie z internautami. Jak wiecie mam poważną rozmowę i jeśli odczuwam tremę, to raczej przed tym spotkaniem - powiedział Donald Tusk dziennikarzom w pierwszej przerwie posiedzenia komisji hazardowej, podczas którego premier składa zeznania. Premier spotka się z internautami w Sali Świetlikowej swojej kancelarii. Debata z Donaldem Tuskiem ma się odbyć - jak czytamy na stornach KPRM - jednocześnie w formie tradycyjnej, z udziałem grupy internautów oraz wirtualnej, z wykorzystaniem dostępnych serwisów społecznościowych. Będzie ją można śledzić dzięki transmisji on-line na stronie szefa rządu. Internauci mówią "nie" Zaproszenie internautów do rozmowy to odpowiedź władz na ich "nie" w sprawie nowelizacji ustawy o grach hazardowych oraz niektórych innych ustaw, zgłaszane konsekwentnie od 19 stycznia, czyli od przyjęcia przez rząd projektu. Zastrzeżenia internautów budzi zwłaszcza obecny w projekcie rejestr Stron i Usług Niedozwolonych, który, zdaniem jego przeciwników, stanowi furtkę do wprowadzenia cenzury, ogranicza prawa obywatelskie, wreszcie jest praktycznie niemożliwy do skutecznego stosowania. Rządowi dostało się też za brak konsultacji społecznych z najbardziej zainteresowanymi, czyli organizacjami zajmującymi się internetem, telekomunikacją i prawem. ŁOs//kdj/k ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ Gorąco zachęcam Was - Gości mego bloga/forum do odwiedzin Forum dyskusyjnego TVN24.pl, gdyż pojawiają się tam ciekawe wypowiedzi Internautów. Niezmiernie cieszy mnie fakt, że młodzi ludzie utracili wiarę w polityków i ich ("naszych") przedstawicieli, choćby w osobie Macieja Budzicha. Oto niektóre wypowiedzi: Kolejny pic na wodę (pisze Internauta "brunatny") internauci, zignorujcie to "spotkanie", zresztą tam pójdą tylko wyselekcjonowani tzn. tacy, którzy będą tylko przytakiwać. Rząd i klechy, łapy precz od internetu. niby po co mamy spotkać się z Tuskiem (pisze Internautka "izolda") obietnice bez pokrycia i kłamstwa,ale to już było Internauci Szkoda waszego czasu i nerwów, dajcie sobie spokój z tą debatą. Lepiej zafundujcie sobie spotkanie z sympatią przy lampce wina i filiżance kawy. O kurczę, gdybym był tylko młodszy ździebko, to już bym Miśkę "wyrywał" na na kawusię i lampeczkę winka... |
|
|
|
05.02.2010, 00:33
Post
#13
|
|
![]() Bardzo rozgadany Group: Administrator Posts: 1,534 Joined: 31.03.2006 From: Jelenia Góra - Cieplice Member No.: 152,614 |
Już dzisiaj, tj. 5 lutego 2010 roku, będzie można u nas oglądać na żywo transmisję ze spotkania (biesiady) z premierem Donaldem Tuskiem, a więc spotkania, o którym powyżej tak wiele napisałem. ![]() PS Jak właśnie doniosły mi świetliki z Sali Świetlikowej KPRM (Kancelaria Prezesa Rady Ministrów zwana też Komitetem Politycznym Rady Ministrów) spotkaniu będzie przewodniczył szef Parlamentarnej Komisji ds. Hazardu Sekuła. Te same świetliki poinformowały mnie także o tym, iż po oficjalnym spotkaniu ma się odbyć mniej oficjalne spotkanko, tym razem na cmentarzu. Nie wiem jak Wy, ale ja wcale, a wcale wiary donosom przez te owady mi słanym nie daję |
|
|
|
05.02.2010, 20:23
Post
#14
|
|
![]() Bardzo rozgadany Group: Administrator Posts: 1,534 Joined: 31.03.2006 From: Jelenia Góra - Cieplice Member No.: 152,614 |
Czy oglądali Państwo tą debatę? Nosiła ona tytuł "Zapytaj premiera". Z powodu braku tuszu w kałamarzu towarzysz Maciej Budzich nie był w stanie podać pełnej nazwy debaty, która miała tytuł "Zapytaj premiera choć logicznej odpowiedzi na trudne pytanie się nie spodziewaj, tym bardziej, że trudne pytania są automatycznie odfiltrowywane". Najpierw Kancelaria Prezesa Rady Ministrów od grudnia przygotowuje Budzicha na to spotkanie, obawiając się, że próba nałożenia na Internautów kagańców może spalić na panewce, a kiedy mleko się rozlało, wtedy organizuje się zlot potulnych kociąt, które mają za zadanie rozlane mleczko na oczach tłumu (na pewno nie tłumoków) wychłeptać - tak, to się rzeczywiście powiodło. Idę lepić bałwana - postaci, które posłużą mi za wzór, po dzisiejszej debacie, z pewnością mi nie zabraknie.
|
|
|
|
07.02.2010, 22:03
Post
#15
|
|
![]() Bardzo rozgadany Group: Administrator Posts: 1,534 Joined: 31.03.2006 From: Jelenia Góra - Cieplice Member No.: 152,614 |
Z dziennikarskiego obowiązku przedstawiam Państwu na Blogu/Forum zapis telefonicznej rozmowy, którą w dniu wczorajszym (6 lutego 2010 r.) przeprowadziłem z Maciejem Budzichem - organizatorem debaty "Zapytaj premiera" - debaty, do której doszło w przeddzień (5 lutego 2010 r.) tej rozmowy telefonicznej. Na razie powstrzymam się z komentowaniem samej debaty, mojej rozmowy z Budzichem, dając tym samym Państwu czas na nieskrępowane moimi przemyśleniami wyciągnięcie własnych wniosków. To, co usłyszałem od Macieja Budzicha udowadnia niezbicie jednak to, iż... Odsłuchaj rozmowę Zapis debaty, do której doszło w dniu 5 lutego br. można obejrzeć w naszym internetowym kinie YourLiveCinema.TV UWAGA: Nie wyrażam zgody na zapisywanie powyżej zamieszczonej rozmowy na jakichkolwiek nośnikach danych, a także na bezpośrednie linkowanie do niej. O ile są Państwo zainteresowani tym, aby móc zamieścić do niej link, to ten link musi prowadzić do tematu na Blogu/Forum, a nie samej rozmowy. |
|
|
|
12.02.2010, 01:06
Post
#16
|
|
![]() Bardzo rozgadany Group: Administrator Posts: 1,534 Joined: 31.03.2006 From: Jelenia Góra - Cieplice Member No.: 152,614 |
Zaznajamiam Państwa z artykulikiem, który ukazał się wczoraj, tj. 11 lutego 2010 r. na portalu Onet.pl:
Rządowa ustawa o cenzurze łamałaby Konstytucję. Po co była debata? Wynikiem ubiegłotygodniowej debaty premiera Donalda Tuska z Internautami było oznajmienie przez szefa rządu, że argumenty drugiej strony są przyjęte do wiadomości, a Rada Ministrów "zamraża" proces wprowadzania w życie tzw. Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych. Miała to być dobra nowina, przekazana wprost przez premiera. Teraz okazuje się, że powód był zupełnie inny. Dziś poseł Janusz Piechociński (z koalicyjnego PSL) ujawnia przyczynę, która w rzeczywistości miała stać za decyzją premiera. Z wpisu na blogu Piechocińskiego wynika, że premierem nie kierowała jednak dobra wola, a przepisy polskiego prawa, z którymi zaproponowana przez jego rząd ustawa jest niezgodna. Według Janusza Piechocińskiego, specjalna podkomisja sejmowa otrzymała opinię od Biura Studiów i Analiz Sejmowych, w której stwierdzono, że rządowa specustawa jest niezgodna z Konstytucją, gdyż wprowadza przepisy naruszające wolność słowa oraz ograniczające dostęp do informacji. Po otrzymaniu opinii prawnych, podkomisja dziś odrzuciła propozycje rządu, dotyczące cenzury w Internecie. ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~ Serdecznie dziękuję Panu, Panie Pośle, za kilka słów prawdy o idiotycznych spotkaniach Internautów w Kancelarii Prezydenta, Premiera, o beznadziejnie głupich i niepotrzebnych akcjach przeprowadzonych przez niektórych internautów na polityczne zamówienie - internautów, którzy tym samym dali świadectwo jakże ograniczonymi umysłowo ludźmi byli, są i będą. Od początku torpedowałem ich idiotyczne akcje, ale - jak zwykle to bywało i bywa - moim wrogom nawet niezaprzeczalne fakty ich odmóżdżonym kompletnie głowom nie są w stanie przemówić już |
|
|
|
![]() ![]() |
| Lo-Fi Version | Time is now: 30.07.2010, 15:08 |